Going minimal

Okazało się, że niepoczeba mnie tyle rzeczy. Zmęczenie postępowało. Zaczęłam łapać się na tym, że gdy wracam do rodzinnego miasta nie mam siły chodzić z podekscytowaną mamą na shopping. Jest mi głupio, bo zamiast dobrze się bawić i doradzać, mówić co ssie a w czym mama wygląda ekstra zastanawiam się po co nam kolejna rzecz. Rzeczy przestały dawać mi poczucie bezpieczeństwa i zastanawiam się, co dają w takim razie moim bliskim. Zanim dotarło do mnie jak bardzo jestem zmęczona to niby wiedziałam, że konsumowanie jest zaprogramowane a potrzeby są produkowane przemysłowo, jakoś jednak niespecjalnie przeszkadzało mi to w szukaniu pocieszenia w kupowaniu. Niby powinnam się otrząsnąć cztery lata temu, gdy większość moich rzeczy spłonęła w pożarze i okazało się, że mój status materialny pogorszył się ale moja pozycja w grupie – czyli sfera, która w dużej mierze w kulturze zachodniej wiąże się z kasą – pozostała niezmieniona. By wydobyć się z długów po pożarze zaczęłam zarabiać mimo dziennego toku studiów. Okazało się, że zarabiam na tyle okej, że zaczęłam gromadzić rzeczy. Czemu? Pewnie by zapchać dziurę po pożarze i po tym, że w domu rodzinnym często trzeba było zakupy planować, być stale uzbrojonym w sporą dawkę cierpliwości by coś w końcu zamieć. Dałam się nabrać na manie, które sprawia, że być kręci się wokół mieć i jest de facto pasmem frustracji, wycia do księżyca, że nie ma kasy na zmianę ze sprzątaniem bo każda z posiadanych rzeczy wymaga uwagi, czasu na konieczną ich konserwację i reperację oraz kolejnych z tym związanych nakładów finansowych.

Jaram się nie posiadaniem ale nie do tego chcę dążyć, bo też nie to, ile rzeczy się ma jest ważne, ale jak się do nich podchodzi (zobaczymy co powiem za parę miesięcy hehe 😉 ). Chcę dążyć do posiadania rzeczy, które są either extremely useful or extremely pleasurable czyli albo superprzydatne albo sprawiające mi superradość. Moje zasoby finansowe prawdopodobnie stawiają mnie w pozycji minimalistki par excellence i mogłyby wydać się zabawne wielu a już na pewno ograniczanie konsumpcji w przypadku i tak miernego konsumowania do tej pory to może i komedia ale niezależnie od tego ile mam w portfelu dojrzałam do tego, by ograniczyć ilość rzeczy i zobaczyć co z tego wyjdzie. No to czas start! Zobaczymy jak mi się uda ta cała historia!

Tu, na dobry początek historia rzeczy według Annie Leonard

Advertisements

Daj cynę co myślisz :) doceniam Twoje zdanie!

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s